• Frudia Blueberry Hydrating Intensive Cream - piękne opakowanie, a jaka zawartość?

     
    Poprawny krem nawilżający bez efektu wow? Właśnie tak jednym zdaniem określiłabym krem Blueberry Hydrating Intensive marki Frudia. To kolejny krem z od tej marki, który nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Rozjaśniający krem Frudia, o którym pisałam w pisałam w innym poście, sprawiał wrażenie nie robiącego nic oprócz nawilżenia. To właśnie dlatego skusiłam się na krem typowo nawilżający krem tej marki. 

    Krem Blueberry Hydrating Intensive od Frudia to krem na bazie 69% ekstraktu z borówek pozyskanych z wyspy Jeju. Marka stosuje technologię R Vita W pozyskując składniki odżywcze z owoców i nasion, aby zachować ich zapach, kolor oraz cenne składniki odżywcze. 
    Krem sprawia wrażenie bardzo silnie nawilżającego, bo jego konsystencja i tekstura jest naprawdę rewelacyjna. Bardzo gładka i aksamitna, a przy tym kremowa i dosyć lekka, mimo iż krem określony jest tako "intensive", co sugeruje raczej cięższą konsystencje. Krem bardzo dobrze się rozprowadza na skórze, szybko się wchłania i nie roluje się nawet po nałożeniu grubszej warstwy. To naprawdę duży plus, bo krem idealnie nadaje się pod makijaż bez obawy, że podkład zroluje się lub będzie wyglądał jak ciasto. Produkt pozostawia na skórze leciutki film, ale nie pozostawia tłustej warstwy. Krem ma całkiem przyjemny zapach, choć jest on nieco syntetyczny. To troszkę mnie dziwi, składzie mamy dość sporą zawartość ekstraktu z owoców, które przecież same w sobie dają lekki zapach.  

     
    Krem jak wspomniałam sprawia wrażenie bardzo silnie nawilżającego, ale dla mojej skóry nie był on wystarczający. Nawilżenie nie było długotrwałe i po kilku godzinach zaczynałam czuć lekkie ściągnięcie, ale mimo to skóra wyglądała po jego użyciu bardzo ładnie i świeżo. Krem na pewno sprawdzi się przy skórach mieszanych oraz suchych, ale na pewno będzie niewystarczający dla osób ze skórą odwodnioną lub ekstremalnie suchą, czy tych mieszkających w ostrzejszym klimacie. Krem testowałam zimą i może właśnie dlatego nie sprawdził mi się on specjalnie dobrze. Zimą moja skóra wymaga od kremu dużo więcej niż tylko zwykłego nawilżenia. Krem moim zdaniem nie zabezpiecza skóry przed utratą wody iż pozostawia na niej lekką warstwę.

     
    Krem zapakowany jest w szklany słoiczek o zawartości 55ml. Jest to dość niestandardowa wielkość kremu, ale opakowanie samo w sobie jest niezwykle urocze i śliczne. Fioletowy odcień słoiczka od razu sugeruje, że mamy do czynienia z borówkami. 
    Cena tego kremu jest moim zdaniem za wysoka, bo wynosi ok. 110zł i podobnie jak w przypadku poprzedniego kremu, mam wrażenie, że płacimy bardziej za opakowanie niż zawartość słoiczka. Za niższą cenę znajdziemy w Rossmannie wiele kremów działających podobnie, albo i lepiej. Co prawda nie dostaniemy uroczego słoiczka rodem z książki o Kubusiu Puchatku, ale czy naprawdę to jest najważniejsze gdy wybieramy krem do twarzy? 

     
    Kemu nie kupię ponownie, bo oprócz opakowania nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Miałam do czynienia z kremami o podobnych właściwościach za mniej niż połowa jego ceny, więc moim zdaniem nie warto przepłacać. 

    Do przetestowania kupiłam jeszcze serum z tej samej serii, które stosowałam razem z kremem, ale o nim opowiem następnym razem.
    Znacie produkty Frudia?

    Pozdrawiam,









    Zajrzyjcie także na
    Udostępnij post:

    Prześlij komentarz

    Dziękuję za odwiedziny! Masz pytanie? Zadaj je w komentarzu :)

    Zapraszam Cię także na mój Instagram @saruliru

    My Instagram

    Copyright © Saruliru.com : blog Sary Paszkowskiej. Made with by Karografia