• Maseczka Rose Waterful Sleeping Mask - czemu nie kupię jej ponownie?

     
    Maseczka Rose Waterful Sleeping Mask, czyli całonocna maseczka z wodą różaną (niestety dość daleko w składzie INCI). Według informacji producenta na być nawilżającą maseczką z dodatkowym efektem rozjaśniającym i złuszczającym (tej ostatniej informacji nie zauważyłam na opakowaniu produktu, gdyż jest napisane "nourishing & brightening"). Maseczka ma nawilżać, zmiękczać skórę, a także sprawiać, że będzie wyglądać promiennie, redukując oznaki zmęczenia. Pojawia się także informacja, że dzięki zawartości ekstraktów z owoców maseczka dostarcza skórze witamin, jednak niestety nie jest wyszczególnione jakich konkretnie. Maseczka polecana jest do każdego typu skóry.Pamiętacie maseczkę zmniejszającą widoczność porów od Skin79, o której pisałam w jednym z poprzednich postów? Sprawdziła mi się na tyle dobrze, że postanowiłam przetestować także jej siostrzaną wersję nawilżająco-rozjaśniającą. Maseczka zmniejszająca widoczność porów naprawdę robiła "robotę", a efekt przed i po możecie zobaczyć tutaj. Różaną maseczkę kupiłam jakiś czas temu i szczerze powiem miałam wobec niej duże oczekiwania po sukcesie maseczki Pore Designing. Jednak z maseczką Rose Waterful mam swego rodzaju "love-hate relationship". Z jednej strony lubię tę maseczkę, a z drugiej mnie denerwuje. Dlaczego? 

     

    Maseczka ma konsystencję galaretki, która  po zetknięciu ze skórą staje się jak silikonowa baza, z której dodatkowo wytrąca się woda w trakcie rozsmarowywania. Produkt ślizga się przez to po skórze i sprawia, że bardzo trudno równomiernie go nałożyć. Galaretka spada ze szpatułki w trakcie próby nałożenia jej na twarz, mimo iż szpatułka sama w sobie jest dość spora. Zanim nasza twarz pokryje się maseczką minie trochę czasu, a część produktu i tak wyląduje gdzieś przed nami w umywalce albo na koszulce. Skóra po aplikacji, która mimo dodatkowej szpatułki nie należy do najłatwiejszych, wygląda na niesamowicie gładką i jakby zroszoną wodą, ale to zasługa silikonowego wykończenia jakie daje maseczka, a nie wyglądu skóry po jej zastosowaniu. Niestety konsystencja sprawiała, że mimo cudownego zapachu niejednokrotnie po prostu nie chciało mi się "bawić" z nakładaniem tego produktu. Wieczorem zdecydowanie wolę wybrać coś, przy czym nie muszę spędzić tyle czasu.

     

    Maseczka, jak nazwa "sleeping mask" wskazuje, przeznaczona jest do użycia i pozostawienia jej na noc. I tu pojawia się kolejny problem. Produkt ani odrobinę nie zastyga, ani nie zasycha na twarzy, więc jeśli nie sypiacie jak mumia, to ciężko będzie Wam utrzymać maseczkę na twarzy przez całą noc i nie ubrudzić wszystkiego wokół.
    Ja niestety do sypiających na wznak nie należę i moja poduszka po jednej nocy w maseczce jest do prania, bo cała powleczona jest jakby silikonem. Tyczy się to nie tylko bawełnianych poszewek, ale także jedwabnych, których używam. Śpiąc na boku niestety tylko połowa mojej twarzy ma szansę skorzystać ze składników maseczki, a chyba nie o to chodzi. Znam inne maseczki całonocne, które dzięki temu, że zastygają tworząc lekką warstewkę ochronną na skórze są idealnymi produktami na noc bez względu na pozycję w jakiej się śpi.
    Wolę tej maseczki używać na ok. 20-30 minut i po prostu ją zmyć, bo moim zdaniem na noc nie spełnia ona swojego zadania.

     
    Produkt ma przecudowny zapach róży i daje na twarzy lekko chłodzący, bardzo przyjemny efekt. To fajna propozycja na letnie dni, ale także dla osób, które borykają się z zaczerwienieniem skóry, gdyż po użyciu maseczki zaczerwienienia są ukojone i uspokojone. Mimo iż sporo maseczki straciłam bezpowrotnie podczas jej aplikacji, to jest ona bardzo wydajna. Nie zapycha porów i nie zauważyłam po niej żadnych dodatkowych wyprysków ani podrażnień. 

    Maseczka bardzo ładnie nawilża skórę i pozostawia ją bardzo promienną, miękką. Świetnie działa na skórę zmęczoną i poszarzałą, której dodaje blasku i zdrowego wyglądu. W związku z tym świetnie się sprawdza zimą, gdy nasza skóra nie jest w najlepszej formie przez warunki panujące na zewnątrz i suche powietrze w pomieszczeniach.
    Niestety nie zauważyłam efektu rozjaśniającego tego produktu w przypadku moim przebarwień, ani efektu złuszczającego na twarzy. Efekt gładniej skóry niestety po zmyciu maseczki nie utrzymuje się długo, ale rekompensuje to uczucie miękkości i nawilżenia.

    Opakowanie 100ml wykonane w całości z plastiku można kupić za ok. 59 zł w zależności od miejsca. Czy to dużo, czy to mało oceńcie sami. U mnie maseczka wywołuje mieszane uczucia, bo lubię jej działanie, ale z drugiej strony nie daje ona tak spektakularnych efektów jak jej siostrzana maska Pore Designing Minimizing Mask. Nie jest to produkt, który kupie ponownie, bo jego konsystencja zdecydowanie mnie do tego zniechęca, ze względu na aplikację i to, że nie mogę używać jej na noc. Nie jest to najwygodniejsza do użytku maseczka, ale na pewno są także jej zwolennicy.
    Maseczka dostępna jest w wielu drogeriach online i oficjalnym sklepie Skin79. 

    Dajcie znać czy używaliście tej maseczki lub innych całonocnych maseczek. Ciekawa jestem jak i co sprawdza się u Was.

    Pozdrawiam,









    Zajrzyjcie także na

    Udostępnij post:

    Prześlij komentarz

    Dziękuję za odwiedziny! Masz pytanie? Zadaj je w komentarzu :)

    Zapraszam Cię także na mój Instagram @saruliru

    My Instagram

    Copyright © Saruliru.com : blog Sary Paszkowskiej. Made with by Karografia