• Praca w Norwegii - pierwsza praca, relacje z pracownikami i czas pracy, zadania i obowiązki.


    Temat pracy w Norwegii przewija się przez wiele stron i niejedno forum internetowe. Wiele z tych informacji zweryfikował dopiero mój przyjazd tutaj i poznanie realiów jakie tu panują. Dziś opowiem Wam jak ja widzę to ze swojej strony i jakie są moje doświadczenia w pracy w Norwegii.

    Jak wiecie z poprzednich postów przeprowadziłam się do Norwegii kilka lat temu i to właśnie tu spędzam większość roku, mieszkam i pracuję. 

    Moja pierwsza praca

    Moja pierwsza praca w Norwegii rozpoczęła się na stanowisku stylistki paznokci w salonie. Była to praca na pełny etat, w trybie zmianowym. Salon był otwarty od 10 do 21, podobnie jak centrum handlowe, w którym się znajdował, więc jednego dnia rozpoczynałam pracę o 10 i kończyłam o 18, a innego przychodziłam na 13 i zostawałam do zamknięcia. Prac tę dostałam ok. 4-5 tygodni od przyjazdu do Norwegii. Ofertę znalazłam w internecie, wysłałam swoje CV oraz portfolio i kilka dni później zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Nie znałam języka norweskiego więc rozmowa odbyła się po angielsku. Szukałam pracy w branży kosmetycznej bo miałam w niej najdłuższe doświadczenie zdobyte w Polsce, a także ukończone dodatkowe szkolenia i kursy, oraz wiedzę, która pozwalała czuć mi się pewnie na rozmowie kwalifikacyjnej mimo braku znajomości języka norweskiego. 
    Mając odpowiednie kwalifikacje i doświadczenie na stanowisko na jakie aplikowałam, dzień lub dwa po rozmowie otrzymałam telefon z zaproszeniem na weekendowe szkolenie przygotowujące do pracy na produktach marki. Swoją drogą dzwoniono do mnie z tą informacją w trakcie innej rozmowy o pracę na jakiej wtedy byłam. Było to szkolenie w innym mieście, do którego czekała mnie prawie dwugodzinna podróż pociągiem. Umowę na pełen etat podpisałam po szkoleniu i mogłam rozpocząć załatwianie niezbędnych formalności związanych z pobytem i legalną pracą w Norwegii, oraz założyć konto w banku.
    Obecnie dalej pracuje w branży kosmetycznej, jednak nie wykonuję już usług, ale zajmuję się sprzedażą i doradztwem oraz zadaniami związanymi z marketingiem. 


    Czy łatwo moim zdaniem znaleźć tu pracę? 

    To trudne pytanie. Osoby nie znające jakiegokolwiek (poza polskim) języka muszą liczyć się z tym, że pracę będzie im bardzo trudno znaleźć ze względu na ograniczenia związane z komunikacją. Takie osoby zwykle przyjeżdżają "na gotową" umowę, często w polskich firmach, gdzie ktoś ze znajomych czy rodziny "załatwił" im pracę. Są też tacy, którzy przyjeżdżają tutaj bez konkretnej umowy i szukają czegoś na miejscu mając ze sobą odłożone pieniądze na kilka tygodni pobytu. Dla takich osób najważniejszą kwestią jest wcześniejsze znalezienie mieszkania lub pokoju do wynajęcia. Wydaje mi się, ze kiedyś znalezienie pracy było tu nieco łatwiejsze, ze względu na to, że na początek wystarczała tylko znajomość angielskiego, ale wymagania pracodawców i konkurencja na rynku pracy rośnie. Niektórym uda się znalezienie pracy bez znajomości języka norweskiego, a innym to właśnie utrudni sprawę mimo najlepszych kwalifikacji. Wszystko zależy od tego jakiej pracy szukamy bo wiadomo, że konkurencja i zapotrzebowanie w różnych sektorach jest inne. Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy łatwo znaleźć tu pracę, zbyt wiele wpływa na to czynników. Czasem jest to także kwestia szczęścia czy też znalezienia się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie.



    Relacje w pracy i strój

    Z moich doświadczeń wynika, że relacje między przełożonymi a pracownikami bywają raczej na poziomie koleżeńskim i czasem będąc w grupie, obcej osobie ciężko rozpoznać, kto tak naprawdę jest szefem. Oprócz szefa czy właściciela zwykle bezpośrednim przełożonym jest "daglig leder" czyli taki norweski odpowiednik dyrektora zarządzającego czy managera, lub podlegający mu szef konkretnego działu. Lider zwykle rozdziela zadania i obowiązki a także formułuje cele jakie pracownik czy zespół ma osiągnąć. Daglig leder często jest obecny przy rozmowie o pracę i ma duży wpływ na to czy dostaniemy posadę. 
    Relacje między pracownikami bywają różne, jak wszędzie, jednak ja nie spotkałam się tutaj z tym, aby współpracownicy "kolegowali" się i spotykali na stopie koleżeńskiej poza biurem. Jeśli już, to zwykle jest to wspólne wyjście na siłownię albo drinka, ale zwykle każdy wraca po pracy do swojego życia, a praca to praca. 

    W mojej firmie nie obowiązuje dresscode i nie spotkałam się tutaj, aby ktoś zwrócił uwagę na "niebiurowe" ubranie któregoś z pracowników. Bywają jednak firmy, w których oczywiście obowiązują bardziej formalne stroje i o tym dowiedzie się zaraz po tym jak dostaniecie daną pracę. Zasada z góry określonego stroju dotyczy na przykład sieci sklepów, salonów kosmetycznych, branży budowlanej czy gabinetów lekarskich itp. Oczywiście, co firma to inny obyczaj.

    Zadania i obowiązki

    Jeżeli zaczniecie pracę w norweskiej firmie nie zdziwcie się jeżeli zostaniecie poproszeni (bez względu na zajmowane stanowisko) o wykonanie zadania nienależącego normalnie do Waszych obowiązków, np. zrobienie kawy, przygotowanie sali konferencyjnej do spotkania itp. To tutaj dość powszechna praktyka, co czasem bywa wkurzające, szczególnie jeśli swoich zwykłych obowiązków macie pod dostatkiem, a nowe zadanie jest dość czasochłonne. W Norwegii pracowników wszechstronnych nazywa się "potet" (czyli ziemniak) i nie jest to negatywne określenie. Zakres obowiązków bywa ustalany w różny sposób, ustnie podczas podpisywania umowy, pisemnie na umowie o pracę lub w osobnym załączniku. Bywa też tak, że ogólny zarys obowiązków ustalany jest podczas podpisywania umowy, a bardziej szczegółowe zadania zlecane są do wykonania przez "daglig ledera" czy przełożonego na bieżąco podczas pracy. Dużo zależy od zwyczajów panujących w firmie.


    Czas pracy 

    Od zawsze nauczona byłam aby do pracy, szkoły czy na uczelnię przychodzić odrobinę wcześniej. Jednak w tutaj ta zasada nie zawsze działa tak dobrze. Przyjdź do pracy wcześniej, ale nie za wcześnie. Pierwszego dnia w nowej pracy pojawiłam się pod biurem ok. 20 minut wcześniej i zastałam... zamknięty budynek. Kolejnego dnia przyszłam nieco później, bo 15 minut przed godziną 8.00 i ponownie "pocałowałam klamkę", a w środku było ciemno. To zdarzyło mi się kilkukrotnie i od tamtej pory przyjście 10 minut przed rozpoczęciem pracy to mój maksymalny limit. Mam wtedy czas na włączenie komputera, zalogowanie się do systemu i zrobienie kawy. 

    Początkowo, zanim zaczęłam pracę w biurze, pracowałam z klientami w salonie paznokci. Przyjście kilka 10-15 minut przed rozpoczęciem pracy pozwalało mi na przejrzenie grafiku, przygotowanie się do pracy z klientem i ogarnięcie swojego stanowiska. 
    Jeśli chodzi o czas to niektóre sytuacje podczas mojej pracy w salonie były dla mnie nieco zaskakujące, porównując rzecz jasna moje doświadczenie z Polski. Pamiętam kiedy byłam na zmianie ze swoją przełożoną, to był jeden z pierwszych tygodni mojej pracy. Przyszła klientka na klasyczny manicure bez malowania. To było na 30 minut przed zamknięciem, więc spokojnie miałabym czas na wykonanie usługi, bo kobieta nie chciała malować paznokci a jedynie je opiłować i ogarnąć skórki. Moja przełożona jednak  od razu powiedziała klientce, że zaraz zamykamy i może ją umówić na jutro lub w dowolnym innym terminie. Szczerze? To mnie zaskoczyło, bo to, ile razy pracując w salonie w Polsce zostawałam po godzinach, bo szefowa umawiała klientki na 10 minut przez zamknięciem na pełny manicure z hybrydą, nawet nie zliczę... Podejście klienta do tej sytuacji także było dla mnie dość niecodzienne. W Polsce klientka zazwyczaj od razu lamentuje, że jak to zamykacie za 10 minut i nie możecie wykonać usługi, która trwa ponad godzinę, a tu? Pani ze spokojem przyjmuje wiadomość, umawia się na dzień następny i nikt nie ma z niczym problemu. Szczerze życzę takiego podejścia wszystkim, którzy pracują z klientami.


    Przerwa

    Norwegowie pracują bez pośpiechu. To zauważycie na krótko po rozpoczęciu pracy. Normalny dzień pracy trwa zwykle 8h, z czego 30 minut przeznaczone jest na przerwę. Pracujemy zatem 7,5h dziennie, a  przerwa na lunch traktowana jest poważnie. Każdy pracownik ma czas, aby na spokojnie zjeść, może wyjść do sklepu lub zamówić coś do biura, a jeśli firma oferuje może zjeść coś w stołówce. Te 30 minut wykorzystywane jest przez pracowników co do sekundy. Na przerwie nikt nie je w pośpiechu, ani nie jest pospieszany. Lunch to czas, w którym inne sprawy mogą zaczekać.  

    Czego nauczyła mnie praca w Norwegii?

    Chyba przede wszystkim tego, żeby się nie denerwować (co i tak przychodzi mi z trudnem) na zbyt flegmatyczne wykonywanie zadań, długie oczekiwanie na coś czy stukrotne pytanie o to samo. Początkowo doprowadzało mnie to do szału, ale teraz chyba do tego przywykłam. Do dziś jednak wiele rzeczy mnie denerwuje, ale o tym może kiedy indziej. 

    Macie doświadczenia w pracy za granicą? Może jest coś o co chcecie zapytać lub się podzielić? Czekam na Wasze odpowiedni w komentarzach oraz na mailu.

    Pozdrawiam,









    Zajrzyjcie także na

    Udostępnij post:

    Publikowanie komentarza

    Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

    My Instagram

    Copyright © Saruliru.com : blog Sary Paszkowskiej. Made with by OddThemes