Przeprowadzka do Norwegii. Co ze sobą zabrałam i co załatwiłam przed przyjazdem?


Minęło już kilka lat od mojej przeprowadzki do Norwegii, ale do dziś dobrze pamiętam jaki problem miałam ze spakowaniem się i ogarnięciem tego, co warto załatwić przed wyjazdem. Jak wspominałam w poprzednim poście przeprowadzka do Norwegii nie była przeze mnie w 100% zaplanowana. Wiedziałam, że jest sporo formalności, które muszę załatwić zanim wylecę, ale dużo większe problemy miałam z tym co ze sobą zabrać. Nie do końca wiedziałam co będzie mi potrzebne, kiedy przyjadę następnym razem do Polski i czego ewentualnie nie kupię na miejscu. 

Czym zajęłam się przed wyjazdem będąc jeszcze w Polsce? 

Upewniłam się także, że zarówno mój paszport jak i dowód mają odpowiednio długą datę ważności, aby nie zaskoczyło mnie to na miejscu w trakcie załatwiania zameldowania czy otwierania konta w banku. Paszport będzie Waszym jedynym dokumentem tożsamości, dzięki któremu załatwicie niezbędne formalności dotyczące pobytu w Norwegii, ale lecąc samolotem często wystarczy jedynie dowód osobisty. Dobrze jest zrobić ksero dokumentów tożsamości i zostawić je w domu lub wysłać sobie skany na mila, na tak zwany "wszelki wypadek". W razie zagubienia dokumentów procedury w ambasadzie idą nieco szybciej. Warto także zostawić rodzinie czy znajomym adres pod którym będzie Was można znaleźć za granicą.

Przed wyjazdem sprawdziłam także, czy moją kartą bez dodatkowych prowizji zapłacę w sklepach w Norwegii, zanim otworzę konto na miejscu. Dziś korzystam między innymi z aplikacji Revolut, o której pisałam tutaj i tam uzyskuję korzystną wymianę waluty. 
Załatwiłam tłumaczenia przysięgłe niezbędnych dokumentów, takich jak dyplomy, certyfikaty czy świadectwo pracy. Warto o to zadbać, bo niektóre dokumenty mogą się przydać.

Wykupiłam w Polsce ubezpieczenie na pobyt za granicą, które w razie potrzeby oferowało mi zwrot kosztów leczenia, transport do domu itp. Póki nie podjęłam pracy za granicą, a przebywałam jedynie na terenie Norwegii szukając pracy, obejmowało ubezpieczenie turystyczne, które wykupiłam w Polsce. Nie do końca pamiętam ile to kosztowało, ceny się zmieniają, ale nie było drogie w porównaniu do tego co oferowało ubezpiecznie.

Jeśli wybierasz się do pracy za granicę i kontrakt załatwiasz poprzez jakąś agencję pośredniczącą sprawdźcie czy firma ta działa legalnie, na przykład w Krajowym Rejestrze Agencji Zatrudnienia (KRAZ), aby uniknąć nieprzyjemności i przykrych niespodzianek. Dowiedz się także na jaką pomoc ze strony tej agencji możesz liczyć w razie problemów z zatrudnieniem, pracodawcą czy warunkami pracy. Warto mieć takie informacje potwierdzone na piśmie.


Przyszedł czas pakowania. Dwa weekendy z rzędu, przed wyjazdem, świetnie bawiłam się na weselach znajomych i trochę odkładałam pakowanie na potem. Nieuniknione jednak nadeszło i pakowanie ubrań zakończyłam sukcesem po jakimś tygodniu przepakowywania rzeczy i zmieniania zdania na temat tego co ze sobą zabiorę. Stwierdziłam, że pogoda nieco będzie różnić się od tej w Krakowie i wypadałoby mi zabrać ze sobą cieplejsze niż nosiłam do tej pory rzeczy. Spakowałam trochę t-shirtów i bluzek bo to zawsze się przydaje. Postawiłam głównie na basic, które można nosić do wszystkiego. Zabrałam parę swetrów, kilka par spodni (tak większość czarne, haha), parkę i zimową kurtkę. Spakowałam wygodne buty, ciepłe kozaki oraz małą i dużą torebkę. Wzięłam ze sobą także różne koszule, aby mieć co ubrać na rozmowę o pracę. Oczywiście, że część rzeczy mogłam wysłać paczką na nowy adres zamieszkania, ale  miałam tam ograniczone miejsce i nie mogłam zabrać ze sobą absolutnie wszystkiego. W Polsce zostawiłam wszystkie swoje sukienki, żakiety, szpilki, większość torebek i butów, a zabrałam jedynie niezbędne ze sobą ubrania. Nie był to łatwy wybór. W sumie moje ubrania zajęły mniej więcej jakieś 1,5 walizki, więc zostało trochę miejsca na kosmetyki i pozostałe rzeczy.


Moim priorytetem przy pakowaniu nieubraniowych rzeczy były kosmetyki do makijażu i pielęgnacji, których nie ma w Norwegii. Przed wyjazdem sprawdziłam jakie marki można dostać od ręki w drogeriach, a które nie są tu dostępne nawet online. Gdy wyjeżdżałam do Oslo używałam podkładu Healthy Mix od Bourjois, który obowiązkowo znalazł się w mojej walizce w małym zapasie 2 szt. Jako, że wiedziałam, iż kosmetyków Bourjois nie dostanę w norweskich drogeriach, zrobiłam też zapas tuszu Bourjois Volume Glamour Ultra Black, który przez długi czas był moim ulubieńcem. Swoją drogą, nie wiem czemu już go nie używam. W kosmetyczce nie mogło zabraknąć rozświetlacza Wibo oraz gąbeczek i pędzli do makijażu. Zabrałam ze sobą także ulubiony wówczas puder do konturowania oraz cienie do powiek z Inglota, chociaż można dostać je także tutaj, ale po co zostawiać otwarte opakowania i kupować nowe. Puder Paese, kredki do oczu z Essence oraz pomadki Golden Rose także znalazły miejsce w mojej walizce.
Jeśli jednak jesteście fankami kosmetyków L'Oreal, Maybelline, Isadora czy Max Factor, to z pewnością znajdziecie te produkty także tutaj i nie warto zabierać zapasu, bo ceny wielu z nich po przeliczeniu na złotówki są podobne. Można dostać je zarówno stacjonarnie jak i online. Podobnie jest także z kosmetykami marek spotykanych w perfumeriach Sephora czy Doulgas. Dodam jednak, że ani Sephory ani Douglasa tu nie znajdziecie, więc jeśli lubujecie się w markach dostępnych na wyłączność w Spehora, to warto kupić je w Polsce, bo tu ich nie znajdziecie.


Z kosmetyków do pielęgnacji nie mogło zabraknąć produktów do twarzy Tołpa, takich jak krem pod oczy oraz peeling enzymatyczny, które są ze mną od lat. Polskich marek nie spotkacie w tutejszych sklepach, ciężko je dostać nawet online, więc warto zabrać je ze sobą jeśli wiecie, że ciężko będzie Wam się bez nich obejść. Ja zabrałam ze sobą także krem do twarzy na dzień oraz złuszczający krem na noc z kwasem migdałowym od Pharmaceris. Także tonik i emulsja do twarzy od Holika Holika znalazła się na mojej wyjazdowej liście, ponieważ są to kosmetyki trudno dostępne w Norwegii i często droższe. Maseczki w płachcie i płatki pod oczy zapakowałam niemalże w ilościach hurtowych,. Kilka lat temu wybór koreańskich kosmetyków w Norwegii był dosłownie żaden, więc nie mogłam liczyć na pojedyncze sklepy online sprzedające bardzo ograniczony asortyment w często kosmicznych cenach. 


Najważniejsze rzeczy takie jak laptop, dokumenty, biżuterię i inne rzeczy osobiste zabrałam ze sobą do bagażu podręcznego. Ważniejsze i bardziej wartościowe rzeczy warto mieć spakowane w torebce lub podręcznej walizce, którą zabieramy na pokład samolotu, aby w razie zagubienia się bagażu rejestrowanego mieć je ze sobą i nie martwić się, że do nas nie wrócą. 

Jeśli wybieracie się do kraju, w którym doskonale wiecie, że będzie nieco taniej lub ceny będą podobne jak w Polsce a wybór produktów równie duży, to absolutnie nie warto robić kosmetycznych zapasów. Wszystko można kupić na miejscu i wiele na tym nie stracić. Norwegia jednak jest dość specyficzna pod względem wyboru w sklepach i tu warto rozejrzeć się przed przeprowadzką co dostaniecie bez problemu a czego zwyczajnie nie ma.

Przed wyjazdem pozałatwiajcie niezbędne sprawy i dobrze przemyślcie jakie ubrania czy kosmetyki bedą Wam na początek potrzebne, zanim na miejscu uzupełnicie garderobę i kosmetyczkę.


Pozdrawiam,









Zajrzyjcie także na
Udostępnij post:

Publikowanie komentarza

My Instagram

Copyright © Saruliru.com : blog Sary Paszkowskiej. Made with by OddThemes