Rozjaśniający krem do twarzy Frudia Citrus Brightening, dlaczego mnie rozczarował?



Jakiś czas temu testowałam rozjaśniający krem do twarzy Citrus Brightening marki Frudia. Trafiłam na niego przy okazji zakupów kolejnego opakowania balsamu do ust tej samej marki, o którym pisałam jakiś czas temu (klik). Jako miłośniczka kremów rozjaśniających i rozświetlających postanowiłam go wypróbować i sprawdzić, czy i w jakim stopniu to, co obiecuje nam producent ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. 




Według producenta krem ma wygładzać i rozświetlać skórę, zapewniając jej optymalny poziom nawilżenia, wyrównując koloryt oraz dając uczucie świeżości. Krem dedykowany jest do każdego rodzaju skóry, ze szczególnym wskazaniem dla tych borykających się z przebarwieniami. Problem przebarwień to kwestia bardzo złożona, niejednokrotnie trudna do zwalczenia z racji tego, że mogą one występować z przeróżnych powodów, takich jak zbyt duża ekspozycja na słońce, problemy zdrowotne, kuracje hormonalne itd. itp. Ale także ich umiejscowienie w skórze (skóra właściwa, naskórek) będzie miało wpływ na to jaka kuracja pomoże nam osiągnąć najlepszy efekt. 




Ja głównie borykam się z przebarwieniami, które są pozostałościami po wypryskach i to one są widoczne po zmyciu makijażu. Jednak po skorzystaniu ze dermatologicznego skanera skóry (maszyna analizująca skórę od najgłębszych warstw) dostępnego w niektórych salonach kosmetycznych wiem, że przebarwienia spowodowane ekspozycją na słońce sięgają głębszych warstw skóry. Póki co nie muszę się martwić ich widocznością, jednak z wiekiem, jeśli o nie odpowiednio nie zadbam zaczną być widoczne. Ale przejdźmy do produktu...




Jak pisałam w poście o balsamie do ust marka Frudia korzysta z technologi R Vita W pozyskując składniki odżywcze z owoców oraz ich nasion w niskiej temperaturze, aby zachować ich barwę, zapach oraz dostarczyć skórze cennych antyoksydantów. Krem ma bardzo lekką konsystencję przypominającą owocowe smoothie, przez co jego aplikacja jest bardzo przyjemna, a produkt nie sprawi, że podkład będzie się rolować. Zapakowany jest w przepiękne opakowanie charakterystyczne dla marki Frudia. Szklany słoiczek w żółtym kolorze z białą nakrętką przypominającą bajkowy kubełek miodu wygląda obłędnie na półce czy toaletce, jednak to nie opakowanie jest tu najważniejsze.




Krem zawiera 61% ekstraktu z mandarynki japońskiej (Citrus Unshiu Peel Extract), który ma działanie rozjaśniające i przeciwutleniające, i występuje on na pierwszym miejscu w składzie, co oznacza, że jest go najwięcej. Ekstrakty z owoców cytrusowych same w sobie mają działanie rozjaśniające, ze względu na zawartość naturalnej witaminy C. W kremie oprócz ekstraktu z cytrusów znajdziemy także pochodną kwasu L-askorbinowego w stabilnej formie 3-O Etylowego kwasu askorbinowego (3-0-Ethyl Ascorbic Acid). Jest ona jednak dość daleko w składnie, za substancją zapachową i konserwantami, więc na pewno jej działanie nie jest tak silne ze względu na niskie stężenie. Krem rozświetla skórę i tuż po aplikacji daje naprawdę ładny efekt wygładzenia. Jednak efekt rozświetlenia jaki daje krem zawdzięczamy mikroskopijnym drobinkom odbijającym światło, co moim zdaniem jest małym oszustwem, bo nie o to chodzi w kremach mających dawać rozświetlenie i rozjaśnienie skóry. Po zużyciu całego opakowania nie zauważyłam niestety rozjaśniania przebarwień, ale krem na pewno nawilża skórę, nadaje jej blask i wygładza ją. Niestety jednak moim zdaniem nie spełnia on podstawowej obietnicy producenta. 




Krem ma niesamowicie naturalny, delikatny i przyjemny zapach cytrusów, który działa na zmysły niezwykle energetyzująco. Zapach nie jest jednak w pełni naturalny jak obiecuje technologia R Vita W wspomniana wyżej, gdyż w składzie znajdziemy dodatkową substancję zapachową, szkoda. Mimo zawartości substancji zapachowej krem nie podrażnił mi skóry, ani nie wywołał niepożądanych efektów. Producent zachwala, że zawarty w produkcie olejek z pestek mango zapewnia skórze optymalny poziom nawilżenia i pewnie by tak było gdyby nie fakt, że znajdziemy go na szarym końcu listy składników (Mangifera Indica (Mango) Seed Oil). Efekt nawilżenia dostarcza tu głównie gliceryna (Glycerin), którą znajdziemy na liście składników tuż po ekstrakcie z owoców.




Krem mimo większej niż standardowa pojemności 55 ml bardzo szybko znika z opakowania, ze względu na swoją bardzo lekką konsystencją. Mnie wystarczył na nieco ponad miesiąc stosowania raz dziennie (wieczorem). Dostępny jest stacjonarnie w drogeriach Douglas oraz w drogeriach internetowych, w cenie około 109zł. Przyznam, że jak za tę cenę spodziewałam się po produkcie nieco więcej niż tylko ładnego opakowania, zapachu, miłej konsystencji i nawilżenia skóry, które można uzyskać stosując przeciętne drogeryjne kremy. Po "sukcesie" balsamu do ust tej marki czuję nieco rozczarowanie i na pewno nie sięgnę po ten krem ponownie, gdyż znam produkty "robiące to samo" za o wiele niższą cenę, szkoda bo zapowiadało się naprawdę nieźle. 

A jaki produkt Was rozczarował ostatnimi czasy? Często trafiacie na produkty, które niby nie są złe ale wcale nie są dobre? Dajcie znać.

Pozdrawiam,









Zajrzyjcie także na



Udostępnij post:

Prześlij komentarz

My Instagram

Copyright © Saruliru. Made with by OddThemes